- Po prostu rewelacja! Któregoś dnia musimy się tam wybrać razem z tobą i Piotrem.
- Opowiadaj. - powiedziała ciocia.
Dziewczyna opowiedziała jej wszystko z najmniejszymi szczegółami. Dorota była pod wrażeniem.
- Z tego co mówisz rzeczywiście musimy się któregoś dnia tam wybrać. - zaśmiała się. - Martyna. - Spojrzała na nią swoimi łagodnymi, turtusowymi oczami.
- Tak ciociu?
- Znów spotykasz się z Patrykiem? - Spytała po krótkiej chwili milczenia.
- Na to wygląda... A dlaczego pytasz?
- Wiesz co... Nie za bardzo mi się to podoba. To dobry chłopak, ale nigdy nie zapomnę tego dnia, jak załamana wróciłaś do domu. Od tamtej pory nie jesteś już tą Martyną, którą byłaś.
- Ciociu... Ja też mam pewne obawy co do niego. Ale dałam mu jeszcze jedną szansę. Tak naprawdę tylko on mi został. - Odpowiedziała spokojnym głosem.
- Oprócz ciebie i Piotra oczywiście. Na was zawsze mogę polegać, prawda? Następnego dnia dziewczyna rozpoczynała swój pierwszy dzień w pracy. Do domu starszego pana, którym miała się opiekować podwoził ją Patryk.
- Mam nadzieję, że nie będziesz miała dla mnie mniej czasu... - powiedział, gdy dotarli na miejsce.
- Oczywiście, że nie. - odpowiedziała. - Przyjedziesz po mnie?
- Jasne. Zadzwonię później. - uśmiechnął się do niej, gdy dała mu całusa.
- No to lecę. - uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Powodzenia!
Dziewczyna zastukała do drzwi. Otworzył jej mężczyzna z bardzo sympatycznym uśmiechem.
- Dzień dobry, mam na imię Martyna.
- Witaj młoda damo. Wejdź proszę do środka.
Wnętrze była naprawdę zaniedbane. Dziewczyna na pierwszy rzut oka wiedziała, że nie będzie łatwo.
- Tak na początek naszej współpracy podaj mi proszę leki i wodę, albo nie... Najpierw zdejmij kurtkę. Chodź, oprowadzę Cię po mieszkaniu.
Mieszkanie było szare i smutne, nie zadbane, Martynie zrobiło się smutno kiedy na to patrzyła.
- To ja podam panu leki i zabieram się za sypialnie, zaraz posprzątam, jeśli się wyrobię z salonem przed 17.00 to jeszcze spróbuję sprzątnąć kuchnię.
Nastała godzina 19. Martyna właśnie zbierała się do wyjścia, gdy podszedł do niej pan Janek. (bo jak zdążyła się już dowiedzieć, tak miał na imię).
- To taka mała zaliczka. - podał jej kopertę, uśmiechając się serdecznie.
- Dziękuję bardzo. - odpowiedziała. - Do widzenia.
- Do widzenia.
Przed domem czekał już na nią Patryk.
- I jak było? - spytał, gdy wsiadła do samochodu.
- Nieźle. Ten pan okazał się być bardzo miły i wyrozumiały. Myślę, że dobrze będzie mi się u niego pracowała. - uśmiechnęła się.
Gdy dojechali pod dom...
- Martyna... Muszę ci coś powiedzieć.
- Tak? - spytała trochę zaniepokojona. - Coś się stało?
- Wiesz... Ostatnio dużo dzieje się w mojej rodzinie. Obiecuję, wszystko ci wyjaśnie, kiedy sprawy nieco się poukładają. Prawdopodobnie wyjeżdżam na jakiś czas.
- Co-co? - zająknęła się. - Jak to? Co się stało?
- Dowiesz się w swoim czasie. Nie jest mi o tym łatwo mówić, to wszystko takie pokręcone...
- Na jak długo możliwe, że wyjedziesz?
- Prawdopodobnie na tydzień... Chciałem ci to wcześniej powiedzieć, żeby nie zostawiać tego na ostatnią chwilę.
Siedzieli w samochodzie przez jakiś czas w milczeniu. W końcu Martyna postanowiła wracać do domu. Pożegnała się z Patrykiem i wyszła.
Gdy otworzyła drzwi, zdziwiła się nieco. W samym przejściu stały walizki i torby.
- Wróciłam! - krzyknęła.
Weszła do swojego pokoju, gdzie zastała siedzącego na jej łóżku mężczyznę.
- Martyna, drogie dziecko... - z oczu mężczyzny leciały łzy.
- Przepraszam, kim pan jest i co tutaj robi?! - niemal krzyknęła. Do pokoju weszła ciocia dziewczyny.
- Kochanie... - podeszła do dziewczyny i ścisnęła jej dłoń. - To jest twój ojciec.
- Co ty tutaj robisz?! Nagle sobie o mnie przypomniałeś?! – wykrzyknęła dziewczyna. – Wracaj skąd przybyłeś i zostaw nas w spokoju!
Wściekła wybiegła do łazienki, jedynego pomieszczenia, gdzie był zamek. Musiała pobyć sama. Miała kompletny mętlik w głowie. Świat dziewczyny walił się w gruzach. Kochany tatuś, nareszcie przypomniał sobie o niej... Nie wiedziała, co on zmierza zrobić. Czy będzie ją nachodził? Czy będzie chciał ją odebrać cioci? …
W końcu dziewczynie puściły nerwy. Wyszła do swojego pokoju, gdzie on nadal stał i tak po prostu go przytuliła.
- Dla-dlaczego nam to-to zrobiłeś? Mi… I mamie? – ledwo wypowiedziała te słowa.
- Szukałem cię od kilkunastu lat… Nie mogłem cię znaleźć. Przeszukałem cały Internet, jeździłem po Polsce, obdzwaniałem jeszcze dawnych wspólnych znajomych, moich i twojej mamy.
- Martyna… - ciocia podeszła do Martyny i pogłaskała ją po policzku. – Przez cały ten czas miałam kontakt z Karolem. To znaczy, twoim ojcem. Nie chciałam mu podawać adresu, chroniłam cię przed jakimkolwiek kontaktem z nim. Bałam się, że cię stracę i tego, że pokochasz swojego ojca i nie będziesz chciała już ze mną mieszkać… Że wyjedziesz. Przepraszam cię z całego serca. Nie powinnam tego robić. Jednakże powinnaś mnie zrozumieć. Kocham cię, jesteś dla mnie jak córka.
-Wyjdźcie już. Muszę pobyć sama. Tato… - przerwała zszokowana dziewczyna. - Spotkajmy się jutro wieczorem na kolacji. Chcę jeszcze z wami porozmawiać. Dziś już nie mam siły.
Posłusznie wyszli z pokoju. Ojciec dziewczyny pojechał nocować do hotelu. Martyna opadła na łóżko. Wzrok bezmyślnie wbiła w ścianę.
- „Może byłam trochę za ostra? – myślała. – Może powinnam była mu dać się najpierw wytłumaczyć? Chociaż… Po tym wszystkim… Przyjechał tak bez zapowiedzi…”
Martyna jeszcze długo myślała nad tym wszystkim. Nie minęła 23, gdy dziewczyna zasnęła. To był dla niej naprawdę wyczerpujący dzień.

13 komentarzy:
Genialne ! Podziwiam cie ! :)
haha, kolejny Mickiewicz <3
;o <3
mmmmmmmmmmmmmmm *.*
Czekam na więcej jesteś genialna kol. Z kl.
Robi się jeszcze ciekawiej, następny rozdział please :D
dobreeee!
Ją uwielbiam to ..... : D proszę o następny rozdział i następny i następny :P
Ocenisz mojego bloga ? http://zagadkastaregodomu.blogspot.com/
Kiedy następna część? ;)
O ja pierdziele ;o
Tego się nie spodziewałam :O
Czekam na więcej ;*
Znowu karzesz długo czekać. -.- a co do bloga - JEST GENIALNY! <3
Prześlij komentarz